Ja będąc w ciąży wiedziałam, że będę karmić piersią byłam na to nastawiona psychicznie. Bardzo dużo mi wiedzy dostarczyły zajęcia w szkole rodzenia. Do porodu stworzyłam plan porodu, ew którym zawarłam, że nie chce by mojemu dziecku była podawana miesznka mlekozastępcza i smoczek oraz, żeby pierwsze karmienie odbyło się podczas kontaktu skóra do skóry. I udało się córcia ładnie ssała pierś więc udało nam się. Problem pierwszy pojawił się gdy w szpitalu miałam nawał pokarmu, ale dzięki pomocy położnej mleko odciągałam laktatorem do momentu odczucia ulgi w piersiach. Początki były lekko bolesne miałam popękane brodawki i krwawiły mi, ale i to przetrwałam. Pierwszy poważny kryzys przyszedł w domu gdy w piersi zrobił się zastój. Był weekend żadna wypożyczalnia laktatorów nie miała. Tatko kupił mi jakiś ręczny laktator w aptece, ale z piersi nic nie chciało wypłynąć, były twarde jak kamienie. I tu pomocna radą okazała się pani z wypożyczalni laktatorów gorąca butelka z wodą masowanie piersi nią i prysznic i udało się zaczęło wypływać mleko. Kryzys pokonałam. I wszystko gdy wyglądało pięknie. Pojawiła się nasza feralna przygoda ze szpitalem i ostrą biegunką może kiedyś opowiem i tygodniowy pobyt w szpitalu z 2 miesięcznym dzieckiem i diagnoza lekarza by odstawić od piersi dziecko na 3 dni i zobaczyć jej wyniki bo może moje mleko uczula. Podjęłam próbę w sumie 4 dni nie karmiłam, pokarm regularnie odciągałam i mroziłam, by zachować laktację. A powrót był straszny dziecko moje przez 4 dni przyzwyczaiło się do butli bo łatwiej szybciej i piersi za nic w świecie ssać nie chciało. Telefon do doradcy laktacyjnego Pani Katarzyna Gontarek i tu jeszcze raz jej dziękuje. Zapisane na wizytę w piątek była środa i rada od doradcy pod żadnym pozorem nie dawać butelki tylko dokarmiać łyżeczką i piersią. Efekt moje dziecko nic prawie nie zjadło od środy do piątku kiedy miałyśmy wizytę martwiłam się strasznie ale stosowałam się do wskazówek mówiąc i będąc cały czas w kontakcie z doradcą, że nic nie je. I w piątek na wizycie u doradcy udało się dostawić do piersi i zaczęła na nowo uczyć się ssać. wizyty nasze trwały 2 miesiące pierwszy miesiąc mało co jadła była zazwyczaj przystawiania w nocy na karmienia nawet co godzinę ale ja się zawzięłam i powiedziałam sobie, ze wrócimy do karmienia. I udało się po miesiącu walki i pomocy doradcy laktacyjnego. A było ciężko bardzo. Kiedy widziałam, że dziecko nie chce ssać, nie przybierało przez miesiąc czasu na wadze ani gr to zal ściskał, ale udało się i tak dziś mamy 17 miesięcy i cycuś nadal jest obecny w naszym menu






























Cieszę się, że mogę karmić moim mlekiem, no i lubię czuć policzek córci na mojej piersi.
Minusem jest restrykcyjna dieta, ale póki mogę i daję radę to chcę karmić.

Staś miał zdiagnozowaną skazę białkową, więc moja dieta była straszna a poza tym w pewnym momencie "Staś przestał się najadać".







