U nas koniec karmienia piersią nastąpił z przymusu. Z racji tego, że zaszłam w ciążę, podczas USG dr. Skoczylas natychmiast kazał mi Amelkę odstawić... no to zaczęłam odstawiać, ale ile nas to obie kosztowało...
Przede wszystkim ani ja ani ona nie byłyśmy na to gotowe psychicznie. Jeszcze jeden dzień zwlekałam, ale już następnego dnia Amelcia dostała butelkę, no i tak jak sie spodziewałam, był płacz lament i o butli nie było mowy. W nocy prawie nie spała, ciągle płakała, jak ją brałam na ręce, to próbowała mi sie przyssać do bluzki, szarpała mnie za ubranie... ona płakała, a ja razem z nią. W końcu mąż ja przejął na pierwsze noce, bo ja psychicznie byłam w stanie się złamać i pierś jej podać. Po kilku dniach załapała butelkę, ale nadal jeszcze walczyła...
Od jakiegoś tygodnia, butla idzie nam całkiem sprawnie, choc zdarza się jeszcze jak nad ranem lekko zaspana jest u mnie na rękach to otwiera buźkę do piersi.
Mimo że karmiłam Amelcię 10 miesięcy, to bardzo trudno było mi z tego zrezygnować, choć teraz widzę, że trzeba było to zrobić, bo ja pokarmu miałam już tak mało, że karmienie naturalne mijało się z celem. Obecnie Amelcia śpi zdecydowanie lepiej, pozbyłyśmy się całkowicie karmienia nocnego. Butelkę dostaje między 20-21 a kolejna porcję dopiero koło 6-8 rano budzi się jeszcze w nocy ale na picie, nie jedzenie, co uważam za duży sukces.
Mimo, że sporo mnie to kosztowało, to cieszę się, że tak się stało, mam poczucie, że tak jest dla nas obu lepiej

A jak to było u Was? Jak sobie poradziłyście ze swoimi emocjami? Jak na to zareagowały Wasze Maluchy? Ciężko było?

















