Od prawie początku maja Mikołaj męczy się z kaszlem. Najpierw zwykłe przeziębienie, z katarem i kaszlem (tzn. tak przypuszczamy), kaszel do tej pory nie ustąpił (a tydzień temu była kolejna infekcja z katarem, apatią, brakiem apetytu, kaszlem itp. Przeziębienie przeszło, kaszel pozostał. Wg lekarz to alergiczne. KAszel jest raczej napadowy, często pojawia się po płaczu, intensywnym śmiechu. Do tego katar jakiś tam ciągle jest - taka woda w sumie. Młody czasem pokichuje w ciągu dnia. Bierze allertec raz dziennie. Wcześniej (w maju czerwcu) kaszel był głównie w nocy, teraz jest raczej w ciagu dnia, w nocy czase, (najczęściej jak się mały rozpłacze), ale napady trwaja króciutko - 3-4 kaszlnięcia i spokój. Poza tym jest aktywny, wesoły, energiczny. Tak jak zawsze.
Czy któraś z Was też tak miała? Czy to faktycznie może być alergia? Ja jestem alergikiem (pyłki traw), ale mnie już przeszło (A też zaczęłam w maju akcję...), a Miki ciągle ma ten kaszel. Chyba znów pójdę z nim do lekarza, bo już sobie wkręcam jakieś straszne scenariusze i możliwości
