Będąc w ciąży zakładałam tylko jedną opcję: będę karmić moje dziecko piersią. Myślałam, że od razu będzie dużo mleka, że dziecko bez problemów się przystawi, że nie będę musiała kupować butelek itd itp, takie złudne marzenia

Filipek urodził się przez cc, podali mi go do karmienia, próbował się przyssać, ale niewiele udało mu się wyciągnąć z mojej piersi. Następnego dnia rozpoczęliśmy walkę o mleko, okazało się, że moje brodawki zrobiły się płaskie

Młody nie mógł chwycić, próbowałam go nieudolnie przystawiać, pielęgniarki pomagały, ale niewiele to dało. Piersi bolały, brodawki pękały i krwawiły, a a płakałam z bólu i bezsilności. W końcu któraś z pielęgniarek dała mi osłonki i było troszkę lepiej. Sytuacja trochę się unormowała jak wyszliśmy ze szpitala, młody jadł i to regularnie. Jednak za każdym razem jak przychodziła położna go ważyć (przychodziła co drugi dzień) to okazywało się że waga coraz bardziej spada. Położne uznały, że może za mało zjada z piersi, bo przysypia i kazały dokarmiać butelką. Miałam wybór, albo dokarmiać sztucznym, albo odciągać swoje. Zaczęłam panikować, że kiepska ze mnie matka skoro nie mogę wykarmić dziecka, że jak podam butelkę to Filip nie będzie już chciał piersi. Takim to sposobem laktator stał się nieodłącznym rekwizytem. Nie muszę chyba pisać, jak bardzo bylam wykończona karmiąc co 3 godziny, potem odciągając, i tak w kółko. Gdy Filip miał 10 dni wylądowaliśmy w szpitalu, gdyż w dalszym ciągu tracił na wadze. Lekarka w szpitalu uspokoiła mnie, kazała robić tak jak do tej pory i pocieszała, że za kilka dni Filipek zacznie przybierać na wadze. I tak się właśnie stało. Młody z czasem zaczął tyć, a ja uznałam, że skoro moje dziecko pierś traktuje jako przytulankę, to trudno, trzeba się spiąć i odciągać. Do tej pory moje karmienie wygląda tak, że karmię piersią, a potem dokarmiam z butelki. Mimo, że bywam bardzo zmęczona, to cieszę się, że zrobiłam wszystko by mój syn dostawał moje mleko, że się nie poddałam, chociaż zapewne podanie mm od początku byłoby łatwiejsze

Bywają momenty, że mam bardzo mało mleka, kilka razy musiałam podać sztuczne, nie spinam już się tak bardzo jak na początku, wychodzę z założenia, że póki będę miała mleko to będę karmiła, jak przestanę je mieć to przejdziemy na mm i nie będę czuła się z tego powodu wyrodną matką.