Nie straszcie, że to wróci
My już mieliśmy dwie takie fazy. Pierwsza na samym początku - zrozumiałe - zimno, mokro itp. Potem było super, głośny śmiech w reakcji na wodę, a potem znowu masakra, łącznie z tym, że mieliśmy całą łazienkę zachlapaną i nie z radosnego brykania. Przesadziliśmy Młodocianego do wanny - dalej ryk. Przeszło mu jak zaczął sam siedzieć na tyle stabilnie, że go sadzam i nie tykam (oprócz mycia w formie wojny podjazdowej - o, podniósł pachę, bo sięga coś wysoko, to myk, szybko myjemy

). Ale spłukiwanie włosów i mycie twarzy, to dalej był dramat - robiliśmy na siłę. Po jakimś czasie przestał plakać - kilka razy sam wsadził przez przypadek głowę pod kran, jak próbował złapać spadającą wodę. I chyba się przekonał, że to nie tylko my mu możemy głowę zalać, to taka właściwość wody
Ja za to od wielu miesięcy walczę z rykiem przy wyjmowaniu z wanny. Wycieranie i ubieranie to jedna wielka awantura

Dlatego lecimy na emolientach do kąpieli, żebym go nie musiała smarować, bo jak nic nie zastosuję, to ma suchą skórę. Błagam, powiedzcie, że to się kiedyś skończy... I odpowiedź "widziałaś 18-latka awanturującego się przy wycieraniu?" mnie nie satysfakcjonuje
